Właśnie przeżyłam trzy najpiękniejsze dni w moim życiu!
Urodziny w sobotę były, najpierw dwa egzaminy, z polskiego (pisemny, gupie "Przedwiośnie" i popieprzony Baryka w roli głównej) a potem pisemny angielski (dwa kretyńskie teksty do napisania). Wieczorem wyszalałam się w Irishu - dostałam cztery piękne róże (trzy od jednego i jedną od drugiego znajomego) no i milusie komplementy na temat mojej figury i tańca oraz aparycji od KOBIETY! (lol)
W niedzielę mniej zabawnie było na pisemnej matmie (co za szit, co za szit, STRASZNE GÓWNO), a potem namówiłam babkę od angielskiego, żeby mnie wcześniej przeegzaminowała.
Efekt - trója z angielskiego na semestr
A wieczorem...
KONCERT ROBINA GIBBA W SALI KONGRESOWEJ!
<wrzeszczy z radochy>
To było NIESAMOWITE, MAGICZNE, CUDOWNEEEE!
Pierwsze dziesięć minut ryczałam z wrażenia, że oto widzę człowieka, którego marzyłam, żeby zobaczyć na żywo i z bliska od urodzenia. Siedziałam dosłownie pośrodku, na pierwszej dostawce po prawej, trzy metry od sceny plus dwa metry sceny od Niego!
Potem już byłam tylko DWA metry od Niego, stojąc przy samej scenie i nie dając się spod niej usunąć, zresztą w pewnym momencie nikt już nie siedział na miejscach tylko wszyscy znaleźli się w przejściach i właśnie pod sceną, tańcząc, śpiewając... gapiłam się na Robina jak cielę na malowane wrota i marzyłam o tym, żeby już do końca życia tak było!
Niestety, nie rozdawał autografów

Nieważne, i tak jestem pod ciągłym wrażeniem i szokiem tego, że Go widziałam, słyszałam na żywo, a nie przez yt czy winampa.
To takie magiczne, mistyczne i wielkie uczucie, kiedy człowiek nagle zdaje sobie sprawę, że oto spełniło się największe, prawie już niemożliwe marzenie jego życia!!!
A wczoraj legalna, choć nieprzesadzona popijawka w Irishu z okazji sobotnich urodzin. W weekend picie było be, bo miałam egzaminy.
Dzisiaj czuję, że chyba nie ma szczęśliwszego człowieka na ziemi niż ja!
-
gorzka żołądkowa:
-
Black Silence:
Pokaż wszystkie (2) ›